Jak juz się chwaliłem tutaj zanabyłem drewniany śliczny aparat 5×7 cala. Postanowiłem go odnowić, w sensie przywrócić mu dawny blask i poważanie. Na pierwszy ogień poszedł obiektyw, który będąc mosiężnym po prostu zaśniedział tu i ówdzie. W zasadzie wszędzie. Ponadto przesunięcie pierścienia przysłony o choćby pół działki wymagało nieziemskiej wręcz siły. Rozebrałem go, wyjąłem przysłonę, wyczyściłem środek. Przysłona jest idealnie okrągła, ma 15 listków irysowych.To w sumie najmniejszy problem był. Przyszedł czas na czyszczenie mosiądzu. Nie chciałem używać do tego maszyn ścierających, postanowiłem zaprzęgnąć do roboty chemię. Na pierwszy rzut poszła słona woda i folia aluminiowa. Do tego wrzuciłem tubus mosiężny i czekałem 6h. No coś tam drgnęło. Ale w tym tempie to ja to szkło wyczyszczę na Wielkanoc 2031. Trzeba było użyć bardziej radykalnych środków. Kwas szczawiowy. 20g rozpuściłem w 100ml gorącej wody. Wrzuciłem mosiężne elementy obiektywu.

obiektyw przed czyszczeniem
Kąpiel w kwasie szczawiowym zadziałała. Widać to było po soli(?) jaka się wytrąciła z kwasu. Znaczy się zareagował z czymś co było na mosiężnych detalach. Po wyjęciu detali z kwasu nadal są pokryte patyną, niemniej bardo łatwo było ją zmyć gorącą wodą i starą szczoteczką do zębów.
Obiektyw został skręcony, i czeka już na oprawienie w płytkę jak tylko ją dorobię bo oryginał raczej się nie nadaje do niczego. O dziwo soczewki miał czyste jak łza. Zero ingerencji.
A tak prezentuje się po renowacji.
Piękny krasnal.

















Najnowsze komentarze